Gmina Gręboszów to jedna z najmniejszych gmin Małopolski — i pod względem liczby mieszkańców, i powierzchni. Około 3 147 osób w 15 wsiach, na 48 km² zupełnie płaskiej, całkowicie bezleśnej ziemi w widłach Wisły i Dunajca. Co czwarty mieszkaniec ma ponad 65 lat, średnia wieku to prawie 46 lat, a od 2002 roku ubyło tu blisko 14% ludności. Najmniejsze sołectwa — Zawierzbie i Okręg — liczą po kilkadziesiąt osób.
Nie ma kina, galerii ani „czterdziestu wydarzeń miesięcznie”. Więc zamiast kopiować miejski kalendarz kultury, zaczęliśmy od pytania: co sprawiłoby, że ktoś tutaj zaglądałby do takiego tygodnika raz w tygodniu?
Hipoteza redakcji
Wiejski tygodnik to narzędzie + przynależność
1. Rzeczy, których ludzie potrzebują (użyteczność). Kiedy jadą śmieci, czy nie wyłączą prądu, do kiedy złożyć uwagi do planu zagospodarowania, którędy jedzie autobus do Dąbrowy, czy idzie upał, burza z gradem albo wezbranie Wisły. To informacje, po które się wraca — bo ich brak kosztuje konkretnie: stracony dzień, zalana piwnica, nieoddany wniosek.
2. Rzeczy, na których ludziom zależy (przynależność). Kto odszedł i kiedy pogrzeb, jaka intencja mszalna, co u strażaków z OSP, jaki wieniec szykuje Koło Gospodyń, co w bibliotece i Domu Kultury. W małej wsi to nie „rozrywka” — to tkanka, która trzyma sąsiadów razem.
Osią takiego tygodnika nie jest afisz, tylko harmonogram śmieci, termin z urzędu, rozkład autobusu i porządek mszy. Ten numer jest próbą złożenia tego w jedno czytelne miejsce — i sprawdzenia, czy z „pustej kartki” da się zrobić coś, po co warto wracać.